Chelaty – czy(m) to się je?

20.4.2016 Daniel Brak komentarzy

Czym są chelaty? To hasło krąży gdzieś w eterze, najczęściej w związku z niedoborami magnezu czy innych pierwiastków. Jednak większość z nas, słysząc dżingielek reklamowy, wyłącza się z odbioru przekazywanych przezeń treści, czemu zresztą trudno się dziwić. Chelaty wrzucamy więc gdzieś pomiędzy reklamy ekspresowych pożyczek, leków na potencję oraz przecen nie dla idiotów.

Tymczasem, są to bardzo ciekawe związki i warto bliżej przyjrzeć się ich możliwościom, bowiem mogą one pomóc nam w szeregu różnych przypadłości (lub od nich uchronić).

Czym więc są chelaty?

Encyklopedia podaje, że są to związki złożone z (najczęściej) organicznego ligandu, łączącego się za pomocą wielu wiązań koordynacyjnych z jonem centralnym, którym zwykle jest kation metalu. Innymi słowy, związek organiczny „otula” kation swoją strukturą. Do naturalnych chelatów, występujących powszechnie w przyrodzie należy np. chlorofil, albo – jeszcze bliżej nas – hemoglobina.

Idea chelatów, mimo iż cieszy się obecnie dużą popularnością, nie jest szczególnie nowa – po raz pierwszy chelatację opisał pan Alfred Werner w 1893 roku. Co dobrego wynika dla nas z tego odkrycia? Otóż, za pomocą chelatacji możemy nie tylko uzupełnić braki czegoś, co chcą nam wcisnąć reklamodawcy; możemy też wychwytywać i usuwać z organizmu to, co w ogóle nie powinno było się tam znaleźć, a więc: toksyny, metale ciężkie i inne niemiłe związki, które przy dłuższej ekspozycji mogą zrujnować nam zdrowie.

Co nas truje?

W skrócie – życie w cywilizacji. Temat zanieczyszczenia środowiska niejednokrotnie był już przez nas podejmowany, nie będziemy się więc powtarzać. Najogólniej mówiąc, tym, co najbardziej nam szkodzi, są przede wszystkim metale ciężkie, jak ołów, kadm, arsen i rtęć, a także aluminium, ponoć odpowiedzialne za chorobę Alzheimera. Wszystkie te substancje pochłaniamy całymi latami, jedząc wysoce przetworzoną i nawożoną żywność, oddychając miejskim powietrzem czy wreszcie pijąc nie zawsze dobrej jakości wodę. Skutkiem tego, gromadzące się przez całe dziesięciolecia związki osiągają w końcu szkodliwe stężenie, a stąd już prosta droga do różnego rodzaju schorzeń, nie wyłączając tych, które przerażają nas najbardziej.

Jak to usunąć?

Jedną z metod pozbywania się nagromadzonych w organizmie toksyn jest właśnie chelatacja. A ponieważ niepożądane związki gromadziły się w organizmie latami, raczej nie można liczyć, że usuniemy je w miesiąc – chyba, że razem z wątrobą. Chelatacja jest więc procesem długotrwałym i dlatego warto w czasie niej postawić substancje naturalne, bowiem mamy zamiar usunąć z organizmu dziwne związki, a nie dodać kolejne.

Zeolity jako chelaty

W charakterze chelatów mogą wystąpić, między innymi, zeolity; ze względu na swoją unikalną strukturę wewnętrzną, dysponują ogromnymi pustymi przestrzeniami, które aż się proszą o zapełnienie. O wyjątkowości zeolitów świadczy również fakt, że posiadają one ujemny ładunek elektrostatyczny, więc tym chętniej absorbują dodatnio naładowane jony metali ciężkich. Dzięki temu, sieć krystaliczna zeolitów przyciąga i pochłania toksyczne dla nas związki, jak np. aluminium, które następnie wraz zeolitem są usuwane z organizmu.

Co więcej, oprócz kationów metali, zeolity pochłaniają także toksyny wytwarzane przez bakterie, które to substancje mogą być przyczyną wielu ciężkich schorzeń (albo lekkich, ale uciążliwych, jak choćby biegunki).

Zeolity są też stosunkowo tanie, co przy długotrwałym stosowaniu ma szczególnie duże znaczenie, czyniąc terapię dostępną dla przeciętnego Kowalskiego. Istotne jest również, że stosowanie zeolitów nie nastręcza specjalnych trudności – nawet bardzo zabiegany człowiek jest w stanie poświęcić kilka sekund co rano, zadbać o swoje zdrowie, łykając zeolit.

...